Rok 1990 przyniósł falę wzmożonej amerykanizacji w państwie szwedzkim. Najbardziej widoczne było to w telewizji, gdzie wieczorynki składały się głównie z krótkich kreskówek z Kaczorem Donaldem, Myszką Miki, czy też Psem Gooffim. Późnowieczorne seanse zaczęły pęcznieć od filmów zza oceanu, a pierwszym, który chłopcy obejrzeli z prawdziwą pasją w oczach był "Powrót do przyszłości" Stevena Spielberga. Swoją drogą od tamtej pory obaj umówili się, że będą podróżować w czasie, nikomu o tym nie mówiąc. Zresztą podróżowali nie tylko w czasie.
Była 6 rano, kiedy po raz kolejny nie zadzwonił budzik, nie budząc nikogo tak jak zwykle. Chris pochrapywał cicho w znieczulone latami doświadczeń lewe ucho Amalii, realizując senne plany stworzenia przedsiębiorstwa promowego w kierunku duńskiej wyspy Bronholm. Konstruktywnego chrapania zdawali się nie słyszeć mieszkający przez cienką drewnianą ściankę Erik i Erika wciąż zmęczeni nocnym maratonem filmów Bergmana, z których to zrozumieli niewiele ponad napisy końcowe. Wszystko wydawało się być na swoim miejscu, a jednak nie do końca. Brakowało dwóch szczegółów, które nie leżały już w swoich łóżkach.
Owe szczegóły wybiegły nieco wcześniej z domu zabierając niezjedzone poprzedniego dnia kanapki. Pierwszą rzeczą, którą zrobili po przekroczeniu progu domu, było zebranie paliwa do Deloreana. Butelkę z wodą mineralną zamienili na świeżą wodę morską, po czym ruszyli w świat przedzierając się między 6-letnimi drzewkami młodego lasku, który został posadzony w czasach wielkiego upadku przedsiębiorstwa drzewnego. Dróżka prowadziła w stronę miasteczka i to właśnie ono było celem ich wyprawy. Chcieli zmienić tok wydarzeń czasoprzestrzennych, jednak będąc dość rozwiniętymi jak na swój wiek przeczuwali, że coś może nie pójść po ich myśli. Dlatego też, opracowali plan B, który mówił o tym, że jeśli nie uda się zmienić toku czasoprzestrzennego, to zmienią cokolwiek.
Być może plan ten okazałby się skuteczny, gdyby nie fakt, że jeszcze zanim dotarli do miasteczka napili się paliwa do Deloreana. Pojazdu przecież nie mieli, więc musieli gdzieś wlać paliwo, mimo, że było ono wyjątkowo niesmaczne, prawie tak niesmaczne jak wczorajsza zupa grzybowa. Pierwsze bóle brzucha zaczęły się zaraz po wyjściu z lasku, ostatnie natomiast skończyły się w ich własnych łóżkach, do których posłusznie wrócili nie budząc nawet rodziców. Nikt o niczym nie wiedział. Dopiero, kiedy po dobrych kilkudziesięciu minutach wstała Amalia i widząc co się dzieje z niepokojem przystąpiła do odtruwania chłopców. Jednocześnie przysięgła sobie, że nigdy więcej nie zrobi już zupy grzybowej. Chłopcy natomiast przysięgli, że powtórzą misję nie zabierając ze sobą paliwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz