Fundusz zapomogowy dla bezrobotnych w Szwecji w międzyczasie uległ zmianie. Niepracujący zdążyli uzbierać spore sumy, wiekszość pracujących (przynajmniej do tej pory) trwoniąc bez umiaru pieniądze zaczynała biednieć. Nastąpiła niespodziewana zmiana miejsc. Biedni bogaci i wzbogaceni biedni żyli w napiętych stosunkach. Niekiedy nawet w bardzo napiętych.
Z takich właśnie stosunków narodził się Jesper. Ojciec – biedny bogaty, matka – bogata biedna. On, Christian Agnelblom – syn Jensa, bogatego do niedawna współudziałowca tartaku i Ylvy, jedynej w miasteczku fryzjerki. Ona, Amalia Gustafsson – córka Borga, bogatego od niedawna, zawodowego łapacza much domowych oraz Turid, informatorki w sprawach socjalnych, podczas spotkań z innymi sąsiadkami – plotkarkami. Historia ich miłości zapewne przebiłaby w dramatyzmie niejedną parę targającą okrutnymi kolejami losu, gdyby nie fakt, że żadnego dramatyzmu tam nie było. Od momentu poznania się młodej pary do samej żeniaczki minęły niecałe 2 tygodnie. Żenić się było trzeba, bo szła inflacja jak orzekły strony.
Faktem jest, że znajomość obu ojców została odświeżona nagle po 10 latach. Wcześniej zwaśniły ich różnice klasowe, jakie nastały w Hammarby, a teraz obaj mieli do siebie interes i mimo, iż wyjątkowo nie darzyli się sympatią, postanowili, że ich dzieci połączą się węzłem małżeńskim. Ojciec panny młodej, podstarzały już gospodarz, był prywatnym właścicielem niewielkiego, świerkowego lasku rozchodzącego się na wzgórzu tuż za domem. Jednego z ostatnich terenów leśnych w miasteczku. Niejednokrotnie nękany był przez właścicieli tartaku, aby za godziwą sumę odstąpił go spółce. Gospodarz nigdy jednak nie wyrażał na to zgody, agrumentując rozsądnie: "ni chuja".
Teraz był to ostatni teren leśny w gminie Hammarby. Agnelblom wiedział, że jeżeli jest coś, co może uratować jeszcze tartak, to właśnie to poletko. Żeby przekonać starego Gustafssona oddał w ręce jego córki swojego syna, którego za pieniędze, które do niedawna posiadał, wykształcił w jednej ze szkół średnich w Sztokholmie.
Gustafsson natomiast ostrzył sobie swoje ostatnie dwa zęby na willowy dom Angelblomów - który zresztą miał iść na sprzedaż, aby opłacić długi. Do pertraktacji miała posłużyć córka, którą oddał w ręce syna Agnelbloma, a którą własnoręcznie, niekiedy własnonożnie, na zmianę z żoną, wychowywał Gustafsson.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz