Od autora

Drogi Czytelniku, poniższa historia przedstawiona jest chronologicznie... poniżej znajduje się spis treści, zachęcam do czytania po kolei;
p.s. dziękuję M. za cenne rady oraz wsparcie

czwartek, 5 kwietnia 2012

VII. Dwie rzeczy


            Przez pierwsze 3 lata swojego życia Jesper nauczył się dwóch rzeczy: tego jak należy umiejętnie sikać do nocnika i tego, że jeśli są na świecie rzeczy, które można spróbować, to znaczy, że należy ich spróbować. Dewiza ta przyświecała mu przez większą część dotychczasowego dzieciństwa, kiedy to próbował polizać się po pięcie, wysiedzieć kurze jajko, spuścić ze schodów dzbanek z herbatą, zjeść zieloną kredkę, zabić patykiem telewizor, puścić bąka w wannie. Po za tym nie odstępował Bo ani na krok. Lub też Bo nie odstępował jego. Obaj nie lubili jak ktoś inny za nimi chodził, więc chodzili sami za sobą. Chodzili tak bardzo długo, ponieważ państwo nie mogło zagwarantować im edukacji przedszkolnej. Rodzice nie byli nigdzie zatrudnieni, nauka też już jakiś czas ich nie dotyczyła. Musieli edukować ich własnoręcznie. Czas organizowany przez rodziców nigdy jednak nie był tak interesujący jak przebłyski geniuszu chłopców, którzy z upływem lat prześcigali się w coraz to barwniejszych pomysłach zabijania nudy.
            Do ciekawszych z tego okresu można zaliczyć nieudaną próbę podniesienia z upadku komunizmu w 1989 roku, o którym dowiedzieli się z telewizji. Nie wiedzieli wprawdzie czym owy komunizm jest i gdzie upadł, wiedzieli natomiast, że jeśli się upada to są dwie możliwości: albo boli pupa, albo ma się poobcierane kolana i wtedy trzeba pomóc wstać. Samemu podnieść się jest zdecydowanie za ciężko mając krótkie nóżki i jeszcze krótsze ręce. Tym bardziej jeśli przed chwilą zjadło się do syta. Była tylko jedna osoba potrafiąca odpowiednio określić kim, bądź czym jest komunizm.
            - Tato, kim jest komunizm? - dopytywał Bo swojego ojca Erika.
            - Jak dla mnie, komunizm to taki pan, który chce, żeby każde dziecko miało tyle samo lizaków.
            - To dobrze! Jesper ma 2, a ja 1... - Bo już od małego przejawiał analityczny sposób myślenia, więc dodał po chwili - ...to znaczy, że dostałbym lizaka?
            - Raczej wpierdol, a wszystkie lizaki powędrowały by do tego pana.
          - Jak możesz!? - wtrącała Erika - Dzieci powinno się edukować, a nie karmić takim "wyszukanym" słownictwem!
            - Masz rację... do tego kutafona, ten kutafon zabrał by wszystko. Nawet te lizaki, których nie macie!
            Chłopców nie interesował już komunizm, ani lizaki.
            - Tato, kim jest kutafon?
        I tak przez kilka interesujących godzin. Dzieci nie ubolewały, że nie chodzą do przedszkola. Były wystarczająco wyedukowane w domu.        

Brak komentarzy: