Jesper zawsze mówił co myślał, chociaż myślenie nie było jego najlepszą stroną..
***
Była sobota rano, kiedy autobus zgodnie z rozkładem jazdy zaparkował w przystankowej zatoczce.
- Nie wpuszczę cię. Przepisy mówią wyraźnie: osoba przed 12 rokiem życia może podróżować wyłącznie z opiekunem.
- Ale ja mam 12 lat!
- Masz 8.
- Mam 12, mogę to udowodnić!
- Jak?
- Wczoraj oglądałem w kinie "Człowieka demolkę".
- Przecież to jest film od 16 lat.
- W takim razie mam 16!
Pisk hamujących opon rozległ się 50 kilometrów dalej. W Malmoe. Z autobusu zaczęli wysypywać się ludzie. Dosłownie i w przenośni. Większość z nich wracała po całonocnych festach wiejskich znieczulona do granic absurdu. Jesper znał ich twarze. Jeździł z nimi co tydzień. Co tydzień od niespełna roku kłócił się z kierowcą o swój wiek. Zawsze dopinał swego. Nie dlatego, że potrafił przekonać go, że jest starszy niż wygląda. Po prostu wiedział o czymś, co mogło być dla kierowcy bardzo niewygodne.
- Wiem o czymś, co może być dla pana bardzo niewygodne.
I jechał z dużym upustem na bilet. Choć tak naprawdę nie wiedział co mogło być dla kierowcy tak niewygodne (zasłyszał to zdanie w jednym z filmów z Harrisonem Fordem), podejrzewał, że ową 'niewygodną rzeczą' może być wełniana poduszka, wypchana trocinami, którą mężczyzna zwykł kłaść na siedzenie z racji swojego niskiego wzrostu. Zawsze wiercił się na niej jak poparzony. Z drugiej strony nie oddałby za tą teorię drogocennych zawartości swoich kieszeni, które zazwyczaj straszyły 'kotami' z materiałowych paprochów i papierków po świeżo rozpakowanych lizakach. Jesper kochał lizaki. Za każdym razem rozpakowywał je w obecności starszych kolegów, lizał je raz lub dwa (w zależności od smaku) i przyklejał do tylnej części garderoby niczego nie podejrzewających ofiar. Najbardziej lubił obserwować jak czerwone serduszka z doczepionymi patyczkami dyndały z kapturów bluz, rękawów swetrów oraz tylnych kieszeni bawełnianych spodni. To go uspokajało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz