Od autora

Drogi Czytelniku, poniższa historia przedstawiona jest chronologicznie... poniżej znajduje się spis treści, zachęcam do czytania po kolei;
p.s. dziękuję M. za cenne rady oraz wsparcie

niedziela, 1 kwietnia 2012

II. Jesperogeneza cz.1


           Jesper miał szczęśliwe dzieciństwo. Urodził się na południu kraju, w małej, nadbałtyckiej miejscowości o nazwie Hammarby, co w niektórych dialektach szwedzkich oznaczało dosłownie 'lewą stronę jajka'. Dla reszty ludzkości była to jednak kolejna nazwa nie posiadająca żadnego głębszego znaczenia. Mimo swojego atrakcyjnego położenia, Hammarby nie było miejscowością turystyczną. Trudno bowiem zachęcać wczasowiczów tonami śniętych na plaży ryb, niedużej wielkości portem dla tankowców oraz pozostałościami po imponujących rozmiarów fabrykach, w których niegdyś produkowano mrożonki, a których budowę zlecił podobno sam ówczesny król Szwecji Gustaw VI, uznany ekonom oraz wielbiciel archeologii. Jeden z niewielu ludzi, którzy tak bardzo udanie łączyli pasję ze swoją pracą.
            Przetwórnie padły niedługo po tym kiedy zaczęły padać ryby. Ryby padały od niezliczonej ilości ropy, która wylewała się z niszczejących tankowcow. Tankowce niszczały przez brak środków do renowacji, które wcześniej oferowała spółka produkująca mrożonki na podstawie umowy wymiennej. Złoty interes boleśnie wkręcał się w szprychy błędnego koła.
            Miejscowi chłopi tracąc zatrudnienie zgodnie podzielili się na tych, którzy byli zdolni jeszcze do pracy oraz na tych, którzy byli zdolni, ale woleli wyżyć z wysokiej renty zapomogowej, którą oferowało w tamtym czasie państwo szwedzkie. Dlatego też układ sił pracujących do niepracujących wynosił niespełna 12 do 100. Ci którzy pracowali dorabiali się majątku na wspólnym sąsiedzkim biznesie - wycinki gęsto rosnących na tym terenie lasów oraz sprzedaży mocno nieoheblowanego drewna.
            Przez pierwsze lata interes kręcił się nadspodziewanie dobrze. Przychody rosły do granic absurdu, a pracownicy bezimiennej spółki stawiali w pobliżu tartaku wykwintne wille, kupowali drogie samochody sztokholmskiej marki Volvo, prześcigali się w wymyślaniu coraz to bardziej pomysłowych zainteresowań. Plotka głosiła, że jeden z krezusów szczególnie upodobał sobie  hodowanie tygrysów syberyjskich, które zamykał szczelnie na terenie swojej posesji. Podobno owe rozpierzchły się po lasach na dźwięk wybuchu w ogródku sąsiada, którego zamiłowaniem stały się nagle miny przeciwpiechotne z okresu II wojny światowej. Konesera znaleziono martwego  pod własnym domem... i na szosie... i na oknie domu po drugiej strony ulicy, z którego w trakcie wybuchu wydobywał sie kawałek Shakin Stevens'a pt. "Give Me Your Heart", śpiewany przez masywnego, acz nie na tyle, aby przeciwstawić się potężnej sile alkoholu drwala.
            Wspomnianych tygrysów nigdy nie znaleziono. Pachniało konspiracją. Każdy miejscowy znał plotkę dotyczącą hodowli i jednocześnie nikt w nią nie wierzył. Na wszelki wypadek jednak wstrzymano wycinkę na miesiąc.
            Była to jedna z dwóch przerw w historii drewnianego przedsiębiorstwa Hammarby.  Na drugą nie trzeba było długo czekać.  Wycinanie lasów trwało w sumie dekadę i chyba ktoś nawet w międzyczasie wspominał o konieczności sadzenia nowych drzew, jednak jak zgodnie orzekła większość: "Nie ma potrzeby wpędzania się w dodatkowe koszty. Lasów jest w okolicy więcej, niż miejsca, w którym mogłyby rosnąć." I mieli rację. Do roku 1984, kiedy wycięto ostatnie drzewo. Przedsiębiorstwo zamknięto na czas nieokreślony. Wykorzystano też całą rezerwę finansową na sadzenie olbrzymiej ilości drzew, z której przyjęła się połowa – ta od strony morza z niewyjaśnionych przyczyn uschła. Należało teraz czekać. 

Brak komentarzy: