Zgięty z bólu w pół Chris Angelblom i gładząca okolice własnego pępka Amalia Gustafsson stanęli na ślubnym kobiercu 2 maja 1985 roku.
Wesele przebiegało pomyślnie. Rodzice nie kłócili się nawet o kupno i sprzedaż własności. Znaleźli inny temat do rozmów. Przedmiotem dyskursu była tym razem potrzeba zamieszkania dzieci u rodziców. Córki i zięcia u Gustafssonów, a syna i synowej u Angelblomów. U tych pierwszych, bo są już starzy i sami sobie nie poradzą w utrzymaniu domu, u tych drugich, bo są już starzy i nie mają za co utrzymywać domu. Rozmowa trwała długo. Przy czym strony bardzo uważały, aby przypadkiem nie utracić własnej racji, która zresztą była bardziej racjonalna od racji drugiej strony. Rozmawiali na tyle długo, że nie wiadomo kiedy obie strony równocześnie zmieniły zdanie: dzieci zdecydowanie powinny zamieszkać u przeciwnej rodziny. U Angelblomów, bo mając tam swojego szpiega w postaci córki Gustafssonom byłoby bliżej do kupna wilii, u Gustafssonów, bo Angelblomowie mając na 'pożadanym terenie' swoją latorośl zbliżyli by się znacznie do lasu w swoich pertraktacjach. Honor jednak nie pozwolił żadnej z rodzin ustąpić. W efekcie Amalia przez kilka dni mieszkała u rodziców Chrisa, Chris natomiast w tym samym czasie nocował u rodziców Amalii.
Sytuacja ta utrzymywalaby się jeszcze przez długi czas, gdyby nie fakt, że młoda para niespełna tydzień po ślubie zniknęła. Pojawiła się dopiero w połowie czerwca uśmiechnięta i wypoczęta, choć tak naprawdę nikt nie wiedział gdzie byli.
Aby pogodzić skłóconych rodziców, młodzi zamieszkali w niedużym domku na wybrzeżu, w którym stacjonowali od jakiegoś czasu znajomi Chrisa. Erik i Erika - bo tak nieopatrznie zakpił z nich los - zaszli w ciążę znacznie wcześniej. O jakieś 5 dni. Amalia i Erika spodziewały się więc swoich potomków w podobnym czasie, mieszkając pod jednym dachem. Dzieki temu dom przypominał nieustannie cykającą bombę zegarową. Nikt tylko nie wiedział dokładnie kiedy owa wybuchnie.
Pierwsza niespodziewanie wybuchła Amalia, przynosząc na świat syna. 27 papierosów później eksplodowała Erika wyrzucając z siebie dziecko z płcią mniej oczywistą od prawdziwosci doklejanych włosów u lekarza przyjmujacego poród. Z diagnozą zaryzykowano słusznie – jak się później okazało – "to jest... yyy... chłopiec". Na wszelki wypadek dano mu imię neutralne: Bo.
8 stycznia 1986 roku nieduża chatka na wybrzeżu wypełniła się starymi i nowymi jej lokatorami oraz zaciekawionymi sasiadami, którzy aby tradycji stało się zadość przychodzili zobaczyć nowych mieszkańców Hammarby. W ciągu tygodnia zjawili się niemal wszyscy mieszkańcy małego osiedla brzegowego. Wszyscy oprócz starego Jorgena, który zaraz po tym jak po 45 latach małżeństwa opuściła go małżonka odchodząc z młodszą od niej o lat niespełna 20 współwłaścicielką smażalni, zamknął się w sobie dosyć hermetycznie. Jedynym jego przejawem otwierania się na ludzi było rzucanie świeżym gównem w spacerujących plażą zakochanych.
Mimo nowych lokatorów w domku na wybrzeżu nie zmieniło się zbyt wiele. Erik i Erika tak samo jak do tej pory spędzali swój wolny i zajęty czas na oglądaniu telewizji, a także rozpracowywaniu nieużywanego, choć stojącego już ponad rok lata magnetowidu oraz nowiutkich kaset VHS. Tym razem robili to w trójkę. Mały Bo wyciągał palcami taśmę z kasety, Erik w pośpiechu ją zwijał. Bo zjadał przycisk 'power' w odtwarzaczu, Erik wstawiał nowy. Bo wkładał do otworu kasetowego różne przedmioty, Erik rozkręcał odtwarzacz i je wyjmował. Erika we wszystkim im wtórowała. Życie Chrisa i Amalii również nie uległo znaczącej zmianie. Dalej spacerowali plażą uchylając co jakiś czas głowy, tym razem jednak uchylali je we trójkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz